Na początku był przypadek... spotkali się na dworcu kieleckim w oczekiwaniu na pociągi
jadące w przeciwne strony... wystarczyło zaufania, zaczęli opowiadać.
Ona – Anna sięgnęła pamięcią do czasów wojny, była łączniczką w partyzantce w lasach kieleckich,
On – Bronisław miał podobne wspomnienia – był partyzantem w tych samych stronach.
Może nawet przekazywali sobie meldunki?
Co robisz? Masz dzieci?
Anna: – czworo, dwie dziewczynki, dwóch chłopców, ten starszy jest muzykiem, interesuje się lutnictwem.
- O?! - Jestem lutnikiem - stwierdził Bronisław.
Może to było przeznaczenie?
Tak zaczęła się droga ku lutnictwu moja, starszego syna Anny – Zbigniewa. Był rok 1974.
Zacząłem korespondować z Bronisławem Fitasem – artystą lutnikiem.
W sierpniu 1975 roku korzystając z urlopu wybrałem się do Stalowej Woli by odwiedzić
Mistrza Fitasa... i wykonać pod jego okiem pierwsze skrzypce.
Przedsięwzięcie powiodło się. Muszę wspomnieć o życzliwej roli żony
Pana Bronisława – Wandzie, oddawała do dyspozycji lutników kuchnię.
Niewiele kobiet tolerowałoby swoje ukochane królestwo pokryte pyłem i wiórami.
Prace lutnicze zawieszano na czas przygotowań do posiłków.
Koniec urlopu oznaczał zakończenie prac przy instrumencie.
Skrzypce w stanie białym (bez lakieru) zagrały.
Pierwszy po urlopie koncert grałem na wykonanych przez siebie skrzypcach Opus 1 Anno Domini 1975.